Ten piernik piekła na pewno jeszcze moja prababcia, urodzona w XIX wieku, ale jak stary jest naprawdę ten przepis, to nie wiem.
Wiem jedno - po upieczeniu i ostygnięciu można nim niemal gwoździe w ścianę wbijać.
Na szczęście po kilku tygodniach robi się mięciutki i przepyszny!
Składniki:
1 litr mąki*
1 szklanka (250 ml) miodu
1 szklanka cukru
1 szklanka mleka
2 duże łyżki miękkiego prawdziwego masła
0.5 (pół) łyżeczki sody oczyszczonej
3 jaja
1 kopiasta łyżka kakao
1 szklanka siekanych orzechów włoskich
korzenie (przyprawy) do piernika* - wg smaku, dodałam 2 kopiaste łyżki i żałuję, że nie wrzuciłam więcej
ew. pół szklanki wiśni z nalewki, jeśli ktoś ma własne
*Uwagi do składników:
- korzenie - czyli przyprawę - do piernika w tym roku zrobiłam znowu sama, korzystając ze świetnego przepisu, który znalazłam; więcej w notce o pierniczkach.
- 1 litr mąki to mniej, niż 1 kg - to dla osób, które się zastanawiają, czy kupić jeden, czy dwa kg mąki
Sposób przygotowania piernika:
Utrzeć masło z cukrem. Może być pałką w makutrze, ale może być też mikserem, końcówkami do wyrabiania ciasta.
Dodawać po jednym jaju, cały czas ucierając.
Dodać płynny miód (jeśli jest skrystalizowany, trzeba go wcześniej podgrzać, wkładając słoik z miodem do garnuszka z wrzątkiem), korzenie, kakao. Cały czas mieszać.
Na końcu dodać mąkę wymieszaną z sodą oraz mleko.
Na koniec łyżką wymieszać ciasto z orzechami i ew. wiśniami.
Pieczenie:
Piekarnik powinien być rozgrzany do temperatury 220-230 C.
Być może z termoobiegiem wystarczyłoby 200 C - nie wiem, nie sprawdzałam.
W piekarnikach elektrycznych - tylko grzałka dolna.
Pieczemy około 40-50 minut. Patyczek włożony do ciasta powinien być po wyjęciu suchy.
Dobrze jest po około 30 minutach sprawdzić, jak się piernik "czuje". Czyli czy nie zaczyna się przypalać, czy nie trzeba go przekręcić (tyłem do przodu, w piekarnikach, które silniej grzeją np. od strony ścianki tylnej).
Czekanie:
Czekamy około czerech tygodni, wiele zależy oczywiście od ciasta i od warunków, w jakich jest przechowywany.
U nas pierniki przechowywało się owinięte w papier śniadaniowy i w plastikowe reklamówki.
W czasach, kiedy nie było reklamówek - owijało się je w folię aluminiową. Wcześniej owijało się w dodatkowo natłuszczony papier. Rzecz w tym, żeby powietrze nie miało zbyt wielkiego dostępu.
niedziela, 30 listopada 2014
Pierniczki świąteczne - Katarzynki
Pierniczki noszą swoją nazwę z uwagi na dzień, w którym są pieczone (lub jego okolice).
Po upieczeniu są twarde i trzeba poczekać około czterech tygodni, aż zmiękną - dlatego pieczemy je od pokoleń w okolicach Św. Katarzyny (czyli 25 listopada) właśnie, chociaż czasem zdarza się nam je piec dopiero w pierwszym tygodniu grudnia. Wtedy jednak nie są już aż tak mięciuteńkie na Boże Narodzenie i lepiej poczekać z ich jedzeniem do Sylwestra!
Składniki:
1 litr mąki*
1 szklanka (250 ml) cukru
1 szklanka (250 ml) miodu*
2 jaja
1 kopiasta łyżka masła
1 łyżeczka sody
korzenie*
*Uwagi do składników:
- 1 litr mąki to zdecydowanie mniej, niż 1 kg - równy jest około 700 g mąki, ale najlepiej po prostu wsypać mąkę do miarki.
- miód - jeśli kupujecie miód w sklepie, to dobrze jest kupić scukrzony, bo wtedy wiadomo, że jest prawdziwy; taki miód wstawiamy w słoiczku na kwadrans do garnka z wrzątkiem na kwadrans, żeby się miód rozpuścił i stał się lejący; 250 ml miodu waży około 400g, więc jak się kupi miód w opakowaniu 250 g, to będzie to na pewno za mało
- korzenie - czyli po prostu przyprawa do pierników; nie napisałam "przyprawa...", bo to, co można kupić w polskich sklepach, niewiele ma z korzeniami wspólnego; poczytajcie skład przypraw - przeważnie zaczynają się od "cukier", a bywa, że i od "mąka, cukier"; jedyną firmą produkującą przyprawę bez cukru ani mąki, którą widziałam w polskich sklepach, jest Kotanyi - jeśli ktoś widział jakieś inne - chętnie się dowiem
W tym roku zrobiłam sobie jednak przyprawę do piernika i pierniczków sama, korzystając z przepisu z bloga W kuchennym oknie - serdecznie polecam, przepis jest świetny! Przyznam się, że z uwagi na moje lenistwo prawie wszystkie przyprawy kupiłam już w stanie zmielonym. Pominęłam też anyż, bo go zwyczajnie nie lubię.
Sposób przygotowania pierniczków:
Wysypać na stół/stolnicę mąkę wymieszaną z sodą, na to cukier, przemieszać wszystko, dodać masło, jajka, korzenie i lejący się miód.
Ile korzeni? Do smaku. Wiem, że nie jest to najbardziej uwielbiana fraza, ale to naprawdę zależy od upodobań. Ja w tym roku na tę ilość dodałam trzy duże łyżki korzeni. Ale zacznijcie od dwóch łyżek.
Wszystko razem zagnieść na gładkie ciasto (będzie się trochę lepiło).
Podzielić ciasto na dwie części, jedną odłożyć na bok, drugą rozwałkować. Przed wałkowaniem dobrze jest podsypać stół/stolnicę mąką, żeby się ciasto nie kleiło, i oprószyć też mąką wałek do ciasta. U mnie w domu sypie się trochę mąki na dłoń, i tą dłonią tak jakby "smaruje" się wałek - najprościej i najpewniej.
Ciasto rozwałkowujemy niezbyt cienko, ale też i nie za grubo. Pół centymetra to zdecydowanie za grubo, a 1 mm to zdecydowanie za cienko. Najlepiej zmieścić się w okolicach 3 mm.
Pierniczki się trochę rozlewają w trakcie pieczenia z uwagi na miód oraz trochę rosną, więc nie dostaniemy nigdy idealnego kształtu z foremki.
Pieczenie:
Piekarnik powinien być nagrzany do około 200 C (z termoobiegiem zostawiłabym 180 C).
Czas pieczenia w zależności od piekarnika od 10 do 20 minut.
Czy są upieczone - poznaję po kolorze, powinien mieć inny kolor, niż surowe ciasto, złoto-brązowy.
Czekanie:
Uwaga - pierniczki są mięciutkie zaraz po upieczeniu, i od razu trzeba je zdejmować z blachy.
Jak tylko ostygną, stają się twarde nie do ugryzienia.
Trzeba je przełożyć (nie byle jak, ale dobrze je poukładać na płasko) do pudełek wyłożonych papierem śniadaniowym. Dwie-trzy warstwy pierniczków i warstwa papieru. I tak aż do wypełnienia pudełka.
Moja Mama stara się zawsze kłaść po jednej warstwie, ale dla mnie to przesada... Niby fakt, że po zmięknięciu pierniczki mogą się posklejać, ale u mnie w domu pierniczki są pilnowane bardzo i nie mają szans na to, żeby zmięknąć niezauważone.
Pudełka mogą być kartonowe albo metalowe. Za "śmiesznych" czasów, 30-40 lat temu, używaliśmy pudełek kartonowych ze sklepów po prostu, wyłożonych papierem śniadaniowym. Dzisiaj mam metalowe pudełka ze wzorami świątecznymi, ale tamte zgrzebne kartonowe pudła wspominam z rozrzewnieniem.
Wracając do tematu.
Czekać trzeba około czterech tygodni, ale można na internecie znaleźć sposoby na to, żeby pierniczki zmiękły szybciej - np. polecane jest włożenie skórki jabłka. Nigdy nie próbowałam, ale ponoć działa!
Po upieczeniu są twarde i trzeba poczekać około czterech tygodni, aż zmiękną - dlatego pieczemy je od pokoleń w okolicach Św. Katarzyny (czyli 25 listopada) właśnie, chociaż czasem zdarza się nam je piec dopiero w pierwszym tygodniu grudnia. Wtedy jednak nie są już aż tak mięciuteńkie na Boże Narodzenie i lepiej poczekać z ich jedzeniem do Sylwestra!
Składniki:
1 litr mąki*
1 szklanka (250 ml) cukru
1 szklanka (250 ml) miodu*
2 jaja
1 kopiasta łyżka masła
1 łyżeczka sody
korzenie*
*Uwagi do składników:
- 1 litr mąki to zdecydowanie mniej, niż 1 kg - równy jest około 700 g mąki, ale najlepiej po prostu wsypać mąkę do miarki.
- miód - jeśli kupujecie miód w sklepie, to dobrze jest kupić scukrzony, bo wtedy wiadomo, że jest prawdziwy; taki miód wstawiamy w słoiczku na kwadrans do garnka z wrzątkiem na kwadrans, żeby się miód rozpuścił i stał się lejący; 250 ml miodu waży około 400g, więc jak się kupi miód w opakowaniu 250 g, to będzie to na pewno za mało
- korzenie - czyli po prostu przyprawa do pierników; nie napisałam "przyprawa...", bo to, co można kupić w polskich sklepach, niewiele ma z korzeniami wspólnego; poczytajcie skład przypraw - przeważnie zaczynają się od "cukier", a bywa, że i od "mąka, cukier"; jedyną firmą produkującą przyprawę bez cukru ani mąki, którą widziałam w polskich sklepach, jest Kotanyi - jeśli ktoś widział jakieś inne - chętnie się dowiem
W tym roku zrobiłam sobie jednak przyprawę do piernika i pierniczków sama, korzystając z przepisu z bloga W kuchennym oknie - serdecznie polecam, przepis jest świetny! Przyznam się, że z uwagi na moje lenistwo prawie wszystkie przyprawy kupiłam już w stanie zmielonym. Pominęłam też anyż, bo go zwyczajnie nie lubię.
Sposób przygotowania pierniczków:
Wysypać na stół/stolnicę mąkę wymieszaną z sodą, na to cukier, przemieszać wszystko, dodać masło, jajka, korzenie i lejący się miód.
Ile korzeni? Do smaku. Wiem, że nie jest to najbardziej uwielbiana fraza, ale to naprawdę zależy od upodobań. Ja w tym roku na tę ilość dodałam trzy duże łyżki korzeni. Ale zacznijcie od dwóch łyżek.
Wszystko razem zagnieść na gładkie ciasto (będzie się trochę lepiło).
Podzielić ciasto na dwie części, jedną odłożyć na bok, drugą rozwałkować. Przed wałkowaniem dobrze jest podsypać stół/stolnicę mąką, żeby się ciasto nie kleiło, i oprószyć też mąką wałek do ciasta. U mnie w domu sypie się trochę mąki na dłoń, i tą dłonią tak jakby "smaruje" się wałek - najprościej i najpewniej.
Ciasto rozwałkowujemy niezbyt cienko, ale też i nie za grubo. Pół centymetra to zdecydowanie za grubo, a 1 mm to zdecydowanie za cienko. Najlepiej zmieścić się w okolicach 3 mm.
Pierniczki się trochę rozlewają w trakcie pieczenia z uwagi na miód oraz trochę rosną, więc nie dostaniemy nigdy idealnego kształtu z foremki.
Pieczenie:
Piekarnik powinien być nagrzany do około 200 C (z termoobiegiem zostawiłabym 180 C).
Czas pieczenia w zależności od piekarnika od 10 do 20 minut.
Czy są upieczone - poznaję po kolorze, powinien mieć inny kolor, niż surowe ciasto, złoto-brązowy.
Czekanie:
Uwaga - pierniczki są mięciutkie zaraz po upieczeniu, i od razu trzeba je zdejmować z blachy.
Jak tylko ostygną, stają się twarde nie do ugryzienia.
Trzeba je przełożyć (nie byle jak, ale dobrze je poukładać na płasko) do pudełek wyłożonych papierem śniadaniowym. Dwie-trzy warstwy pierniczków i warstwa papieru. I tak aż do wypełnienia pudełka.
Moja Mama stara się zawsze kłaść po jednej warstwie, ale dla mnie to przesada... Niby fakt, że po zmięknięciu pierniczki mogą się posklejać, ale u mnie w domu pierniczki są pilnowane bardzo i nie mają szans na to, żeby zmięknąć niezauważone.
Pudełka mogą być kartonowe albo metalowe. Za "śmiesznych" czasów, 30-40 lat temu, używaliśmy pudełek kartonowych ze sklepów po prostu, wyłożonych papierem śniadaniowym. Dzisiaj mam metalowe pudełka ze wzorami świątecznymi, ale tamte zgrzebne kartonowe pudła wspominam z rozrzewnieniem.
Wracając do tematu.
Czekać trzeba około czterech tygodni, ale można na internecie znaleźć sposoby na to, żeby pierniczki zmiękły szybciej - np. polecane jest włożenie skórki jabłka. Nigdy nie próbowałam, ale ponoć działa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)